Zwycięzca Konkursu "Zorientuj się! Napisz!

Konkurs „Zorientuj się! Napisz!” odbył się w ramach 17. Festiwalu Ciało/Umysł.
Zorganizowany został w partnerstwie z Centrum Sztuki Tańca w Warszawie. Przedmiotem konkursu był tekst o spektaklu/festiwalu napisany w dowolnej formie (recenzji, relacji, felieton, strumienia świadomości lub notatnika). Trzyosobowa komisja konkursowa powołana przez Fundację Ciało/Umysł oraz Centrum Sztuki Tańca w Warszawie wybrała jeden tekst autorstwa Macieja Tomaszewskiego, który nagradza publikacją na swojej stronie internetowej.
Autorzy/rki tekstów, którzy nie zostali wybrani przez komisję do publikacji, mają prawo do dowolnego ich wykorzystania.

Zwycięska praca w konkursie "Zorientuj się! Napisz!"
Autor Maciej Tomaszewski 👇👇👇

 

5 dni w innym świecie

 

Posłuchaj

Nie chciałbym opisywać wszystkich ośmiu spektakli, które widziałem przez tydzień trwania festiwalu.

Nie wiem, na ile by Ci się to przydało.

Zamiast tego wolę pokazać swoją podróż. Oddać w Twoje ręce dziennik pokładowy.

Być może będzie to dla Ciebie zachętą, żeby wyruszyć we własną podróż.

 

Lek na lęk

Pierwszy dzień wyłudził od nas fantomowe pytania. Pytania, które były w nas na długo przed tym, jak zjawiliśmy się na miejscu. Czym różni się świat arabski od naszego? Jak to jest być kobiecą performerką w tym świecie? Czy tam wszystko wygląda inaczej? Odpowiedzi były trywialne. Niczym. Nie. Nic.

A jednak jeśli wyjdziemy z tych spotkań z jakąś silną emocją, która zapadnie nam w głowie, to będzie to lęk. Przed głośnikiem, który wyrywa się z oków i uderza w nas z całym impetem. Przed przebijającym uszy jazgotem bębna-bomby. Przed pożerającą wszystko stertą plastikowych śmieci.

Oby w pamięci zapadły nam też te pozytywne przekazy - o tancerzach-robotnikach, o otwartości na innych, o powrocie do natury.

 

Kiedy zaczyna się taniec?

Technologia w teatrze łatwo może zostać sprowadzona do czystego efekciarstwa. Kiedy widzimy drona nad sceną, a wokół nas rozlega się dźwiękowe bombardowanie, trzeba sobie zadać pytanie, czy za tym niewątpliwym efektem chwili tu i teraz stoi coś więcej. Wskazówka - jeżeli nie widzimy alternatywy dla tego środka znaczy, że jest konieczny.

Za technologią zawsze stoi człowiek. Pośrednio, bezpośrednio, ale zawsze na początku łańcucha czynników sprawczych znajdzie się ludzka ręka. Od tej reguły nie ma wyjątku - czy mówimy o teatrze, czy o wojnie.

Wyciągnięcie człowieka nagiego na scenę to za to gest przeciwko wirtualnej, stechnicyzowanej rzeczywistości, która nas otacza. Dajmy mu chwilę, zostawmy obok nasze przyzwyczajenie do bycia atakowanym setką obrazów jednocześnie, jak światłem stroboskopu. Jeśli na chwilę oddamy mu tę cząstkę siebie, jaką jest nasz czas, to - być może - zobaczymy coś unikalnego. Na przykład moment, w którym rodzi się taniec. W którym siła mięśni aktora wtłacza sensy w ruchy jego ciała.

 

Korzenie

Oglądamy dekonstrukcję tyrolskiego folkloru i w głowie momentalnie rodzi się myśl - jakby tu poigrać z naszą tradycją ludową? Jak odwrócić rolę, zmodyfikować kroki, wywrócić rytm. A gdyby pójść dalej i stworzyć unikalny taniec ludowy, który wyrastałby z tradycji, ale odpowiadał na współczesność - był żywy, szczery i równościowy?

Jest nad czym pracować, chociaż dobrze, że wreszcie i mężczyźni powiedzieli - tak my też czujemy się nie na miejscu. My też musimy zredefiniować swoje role.

I jeszcze w oczy rzuca się piękna różnorodność nagości - tancerz, który jest nagi, ale ma zasłonięte oczy i krocze plastrami. Jakby w tej nagości był okaleczony. Tancerka, która jest naga i dominuje nad bezwładnym ciałem mężczyzny. Jakby w nagości była jej siła. Chór nagich mężczyzn, który do swojego ciała ma wielki dystans, gra na nim i nim, jakby nie o ciało wcale chodziło.

I projekcja 3D, która całkowicie obdziera nas ze skóry. Zostaje esencja.

 

Test na wytrzymałość

3 godziny spektaklu to zawsze pewne wyzwanie, nawet dla smakoszy Warlikowskiego. Tym razem widownia stanęła przed wyzwaniem jeszcze trudniejszym - 3 godziny eksploatacji prostego pomysłu ruchowo-słowno-muzyczno-improwizacyjnego. Dość powiedzieć że na koniec wszyscy – ci, co zostali - wyszliśmy jako przyjaciele. A przynajmniej jako kompani po wyczerpującej bitwie.

Zmęczenie performerów – umysłowe, fizyczne - i zmęczenie widzów stało się naszym wspólnym doświadczeniem. W którymś momencie wszyscy próbowaliśmy dorabiać historie do ruchów razem z aktorami. Eksplorowaliśmy granice kreatywności.

Tworzenie sytuacji otwartości w teatrze wymaga cierpliwości. Tak jakby zawsze na dzień dobry u nas jako widowni uruchamiała się rola grzecznego ucznia. Nie odzywamy się, nie korzystamy z telefonów, nie jemy, nie pijemy, siedzimy w raz wybranym miejscu. Moment, w którym teatr staje się przestrzenią komfortu, w której możemy się zrelaksować i poczuć naturalnie, jest momentem, w którym kończy się teatr. A zaczyna spotkanie.

 

Dokąd gra muzyka

Subtelność i precyzja przyciąga naszą uwagę. Więcej. Wchłania nas jak czarna dziura. Rzemiosło performera to niezaprzeczalna wartość.

Co to znaczy przegrać spektakl? To znaczy nie zaufać empatii widza. Czuję tancerzy i czuję ich radość, nie muszę dostawać zewnętrznych sygnał co mam czuć.

Nie rozumiem języków, którymi mówią do mnie artyści. To ich indywidualne ścieżki. Ale kiedy dopuszczają mnie do spotkania ze sobą, mam okazję, chociaż spróbować wejść w inne ciało. Zatańczyć nim. Jeśli nasze porozumienie pójdzie dalej, jeśli nie widząc się, nie patrząc w oczy, wczujemy się w podobny rytm, być może zdarzy się sytuacja inna niż codzienne - zrównają się nasze umysły. Czekam na te chwile. To momenty warte pracy.

Maciej Tomaszewski

 

13 listopada 2018