Witold Mrozek "Jodłować można też nago"

W Sons of Sissy czwórka tancerzy i zarazem muzyków przygląda się tradycyjnym męskim rytuałom zakorzenionym w tyrolskim folklorze. Spektakl Simona Mayera przed rokiem wzbudził euforię na wiedeńskim festiwalu ImPulsTanz, a niedawno doczekał się wydania ścieżki dźwiękowej.

TRAILER

Społeczna krytyka, brawurowy powrót postrzeganego jako obciach austriackiego folkloru czy po prostu prześmieszny wygłup? A może wszystko naraz? Już tytuł Sons of Sissy jest dwuznaczną grą na pograniczu świadomej żenady i pikantnego dowcipu. „Sissi” to zdrobniałe miano księżniczki Elżbiety Amalii Eugenii von Wittelsbach, ikonicznej małżonki kajzera Franza Josefa, symbolu austriackości pastelowej i nostalgicznej, imperialnej i rozkosznie anachronicznej.

Ale „Sissy” to także angielskie slangowe pieszczotliwe określenie siostry – jakaś polska „siorka”. A jednocześnie pogardliwe określenie maminsynka, „niemęskiego” chłopca, nawet „cioty”. Kogoś, kto nie pasuje do krzewionych przez tradycyjną kulturę wyobrażeń męskości.

Męska nagość – niepoważna, kompromitująca? Król jest nagi, skompromitowany winowajca ucieka bez portek. A może posągowa, atletyczna, niosąca przekaz wojowniczy i dominujący, nawet gdy niby mowa jest o sporcie i pokojowej rywalizacji – jak w filmach Leni Riefenstahl? Wreszcie, (homo)erotyczna, przeznaczona dla spojrzenia. Germański folklor, jego apologia witalności i siły jeszcze przez długie dekady będzie źle się kojarzyła. Być może rozebranie go nie tylko z munduru, ale i skórzanych spodni pozwoli odkryć go na nowo?

Co znajdzie się w repertuarze zespołu Mayera? Walce, „młyńskie koła” czy wreszcie „gstanzl” – tradycyjne austriacko-bawarskie męskie pieśni wykpiwające władzę czy przedstawicieli społeczności - coś na kształt hiphopowego „dissu”. Mimo wywrotowej dramaturgii, muzyczną tradycję traktuje się tu z szacunkiem, a nawet pieczołowitością. Akordeon, skrzypce, krowie dzwonki czy strzelanie z bicza. Przy spektaklu pracował kompozytor, badacz dawnych instrumentów i multiinstrumentalista Hans Tschiritsch.

Sons of Sissy wpisuje się w powracające stale, choć sporadycznie zainteresowanie twórców współczesnego tańca i performansu folklorem. Głośne było zrealizowane w przed dekadą przedstawienie Eszter Salamon Magyar táncok. Autobiograficzny wykład performatywny przeplatany skocznym wstawkami, do którego węgiersko-niemiecka choreografka zaprosiła zaangażowaną na co dzień w węgierską sztukę ludową własną rodzinę. Przedstawiała taniec ludowy jako sztukę konserwatywną, odzwierciedlającą i umacniającą płciowe stereotypy i patriarchalny układ sił – a z drugiej strony niosącą kulturową pamięć, a także stanowiącą w czasach realnego socjalizmu enklawę chroniącą przed baletem klasycznym w jego sowieckim wydaniu, również patriarchalnym – a zarazem autorytarnym.

W Sons of Sissy Mayera mężczyźni-performerzy przejmują w tańcach tradycyjne role męskie i kobiece, starając się wydestylować entuzjazm, witalność i siłę, oddzielić ją od maczyzmu i przemocy. Jak deklaruje Mayer, chcą uciec od stereotypów i szufladkowania. Ciało jako instrument, żywy bęben dla rytmów i miejsce odczuwania radości. W Sons of Sissy instrumentalistyka, choreografia i wokal spotykają się w staro-nowym rytuale – w próbie utopii, a może po prostu celebracji wolności.

Tekst z gazety festiwalowej 17. Ciało/Umysł, wrzesień 2018

SPOT 17. C/U FESTIWAL

24 września 2018