Patrycja Sasnal „Nowe przyjdzie z Południa”

W najmniej demokratycznym i najbardziej konfliktogennym regionie świata, jakim jest Bliski Wschód, zachodzą powolne, ale fundamentalne i pozytywne procesy społeczno-polityczne. Wynikający z nich ferment utrudnia codzienne życie, ale sztuce zapewnia idealne warunki rozwoju.

SPOT 17. C/U FESTIWAL

Wbrew stereotypowi jednolitego muzułmańskiego terytorium, Bliski Wschód, podobnie jak Polska, jeszcze wiek temu był jednym z najbardziej zróżnicowanych obszarów świata. Nawet w wioskach uczono się co najmniej dwóch języków: swojego i sąsiada. Dziś dominuje tam islam, który jest przyczyną niedoli Bliskiego Wschodu, ale może też być źródłem jego sukcesu. Jest to bowiem najbardziej transformacyjna z trzech wielkich religii – „najbardziej protestancka” z nich, jak mawiał słynny brytyjski filozof Ernest Gellner. Oznacza to, że islam – z samej swojej doktryny – adaptuje się do zmiennych warunków społeczno-politycznych. Brzmi to niewiarygodnie, skoro kolebka islamu, Bliski Wschód, jest dziś tak społecznie konserwatywny i politycznie autorytarny. Ale to właśnie tam w 2011 roku miliony ludzi doprowadziły do upadku czterech dyktatorów. Okazało się wówczas, że im większa sprzeczność, im wyraźniejsza akcja, tym silniejsza reakcja.

Ten cykl się dopiero zaczął – większość bliskowschodnich państw nie ma więcej niż 80 lat, a większość mieszkańców nie ukończyła nawet 24. roku życia. Region ten wszedł w coś w rodzaju długiego roku 1989 – długiej transformacji. Barometrem tych zmian, tak jak kiedyś w Polsce, jest scena artystyczna. Stary świat arabski – symbol wszystkiego, czego sztuka nie akceptuje: zniewolenia, zamknięcia, ograniczeń – powoli i w konwulsjach odchodzi do lamusa. Nowy Bliski Wschód – otwarty, wolny, różnorodny i uduchowiony – widać w pracy artystycznej młodych Arabów. Alternatywne kluby muzyczne, niszowe galerie w biednych dzielnicach miast, offowe spektakle są awangardą zmiany, która niechybnie nadchodzi. Nie wiadomo, jak się ta długa transformacja zakończy, ale gdy patrzymy na scenę artystyczną, jasne jest, że wzorzec nie przyjdzie z Zachodu. Bliski Wschód doznał kolonializmu w jego najnowszej i najperfidniejszej postaci – od państw zachodnich, nowoczesnych, mieniących się kolebkami praw człowieka. Wskutek tej opresji państwa bliskowschodnie są bardzo klasowe, a elity przejęły rolę kolonizatora.

Inne regiony świata też doświadczały przemocy i wojen z rąk hegemonów – państw monopolizujących stosunki międzynarodowe, ale żaden z nich w ostatnim trzydziestoleciu nie był celem co najmniej sześciu amerykańskich interwencji zbrojnych. Nigdzie też w XXI wieku nie zginęło tylu ludzi (wiarygodne szacunki podają 1,5 mln) i nie zostało rannych ani przesiedlonych (dziesiątki milionów). Jest to źródło antyamerykanizmu i poczucia krzywdy, ale w młodym pokoleniu stanowi impuls do poszukiwania własnej drogi: sprawiedliwości społecznej i wolności. Filozof i działacz Franz Fanon uważał, że globalne Południe przyniesie ludzkości „nowy humanizm” – wolny i sprawiedliwy. Scena artystyczna Bliskiego Wschodu dowodzi, że jego teza może się okazać prorocza.

Tekst z gazety festiwalowej 17. Ciało/Umysł, wrzesień 2018

20 września 2018